Śmierć i podatki

Jeden z najsłynniejszych przestępców świata, postrach Chicago lat 20-tych ubiegłego wieku – Al Capone – wcale nie został skazany za liczne przestępstwa natury kryminalnej, lecz za niepłacenie podatków. Nie mogąc mu udowodnić innych przestępstw, agent federalny Stanów Zjednoczonych – Eliot Ness, który w owym czasie kierował jedenastoosobową grupą policjantów i agentów rządowych, z racji swojej nieprzekupności zwanych „Nietykalnymi”, oskarżył go o niezapłacenie podatków od majątku oszacowanego na blisko 100 milionów dolarów.

W 1931 r. Alphonse Gabriel Capone został uznany za winnego pięciu z dwudziestu dwóch zarzutów dotyczących unikania płacenia podatków. Sąd w Chicago skazał go na jedenaście lat pozbawienia wolności i 80 tysięcy dolarów grzywny. Gangster musiał również zapłacić 215 tysięcy dolarów podatku plus zaległe odsetki.

Nowe trendy w przestępczości

Polskim przestępcom podatkowym rzecz jasna daleko jest do legendy amerykańskiej przestępczości, lecz i w naszym kraju wiele zorganizowanych grup przestępczych przerzuciło się z pospolitej przestępczości kryminalnej, na bardziej wyrafinowaną przestępczość gospodarczą, zwłaszcza tę związaną z wyłudzeniami podatku VAT.

Gdy w 1994 r. przechodziłem z wydziału kryminalnego policji do służby w świeżo tworzonym wówczas pionie do walki z przestępczością gospodarczą, moi „kryminalni” koledzy ironizowali, że będę teraz ścigał złodziei gwoździ w zakładach pracy, zamiast – tak jak oni – morderców i gwałcicieli. Chciałbym zobaczyć jakie mieli miny, gdy Minister Sprawiedliwości, Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro, ogłaszał 6 lipca tego roku na specjalnie zorganizowanej w tym celu konferencji, że absolutnym priorytetem pracy organów ścigania staje się przestępczość gospodarcza, a maksymalna kara za wyłudzenie podatku ma sięgać 25 lat pozbawienia wolności. Dziś, już nie jako policjant, a specjalista w zakresie zwalczania prania brudnych pieniędzy, gdy na co dzień śledzę doniesienia o wielomilionowych malwersacjach finansowych, nie żałuję podjętej 25 lat temu decyzji o staniu się „pegowcem”.

Zakręcony handlowiec

Wracając jednak na krajowe podwórko, uważam, że rodzima przestępczość finansowa wciąż jeszcze jest w powijakach. Chociaż media niemal codziennie dumnie donoszą o sukcesach CBŚP, ABW, czy innej trzy literowej służby w zwalczaniu przestępczości związanej z wyłudzaniem VAT, to w rzeczywistości opanowany przez polskie grupy przestępcze „modus operandi” jest stary jak świat, schematyczny i pozbawiony jakiekolwiek finezji. Opiera się głównie na znanej od lat metodzie „przestępczości karuzelowej” i technice „znikającego handlowca”. Nazwy te, rodem z wesołego miasteczka i występów Davida Copperfielda, w rzeczywistości oznaczają popularne metody wyłudzania zwrotu nienależnego podatku od organów skarbu państwa. Karuzela w tym przypadku odnosi się do sposobu, w jaki sprzedawane towary krążą między poszczególnymi firmami przestępczego łańcucha dostaw, aby w wyniku szeregu transakcji sprzedażowych wrócić do pierwszego ogniwa w tym łańcuchu.

Przestępstwa karuzelowe stosowane są przez zorganizowane grupy przestępcze praktycznie od początku roku 1993, kiedy zlikwidowano bariery celne między państwami członkowskimi Unii Europejskiej. W tamtym roku z dniem 1 stycznia zniesiony został system poboru podatku (importowego) „na granicach państwowych”, który stanowił podstawę rozliczeń VAT w zakresie wewnątrzwspólnotowego obrotu towarowego, a na jego miejsce wprowadzono, funkcjonujące do chwili obecnej, rozwiązanie bazujące na schemacie opodatkowania „w miejscu przeznaczenia” (ang. taxation in the country of destination).

To pozwoliło na stworzenie iluzji okrężnego ruchu towarów między państwami członkowskimi Unii Europejskiej, na czym opiera się właśnie przestępczość karuzelowa. Brak kontroli granicznych w ramach UE, a tym samym kontroli celno-podatkowych potwierdzających opuszczenie towaru z obszaru celnego danego kraju, umożliwia wielokrotny obieg tych samych towarów pomiędzy tymi samymi podmiotami w organizacji przestępczej, na obszarze co najmniej dwóch państw członkowskich.

Karuzela łańcuchowa

Kluczową rolę w tym schemacie pełni „znikający handlowiec” (ang. missing trader), czyli podmiot oficjalnie zarejestrowany w jednym z krajów UE, a dla celów podatkowych zarejestrowany również jako podatnik VAT. „Znikający handlowiec” z potencjalnym zamiarem oszustwa nabywa towary lub usługi (albo symuluje ich nabywanie), by następnie je zbyć nie odprowadzając należnego podatku VAT do budżetu państwa. W polskich warunkach jest to najczęściej typowy „słup”. Za umówione honorarium, udostępnia swoją tożsamość rejestrując działalność gospodarczą, która następnie, jako unijny podmiot, otrzymuje numer identyfikacji podatkowej UE i jako wewnątrzwspólnotowy płatnik podatku od towaru i usług może już służyć przestępcom. Teraz do akcji wkracza tzw. „bufor” (ang. buffer). Kupuje on fikcyjnie (zazwyczaj tylko na papierze) towary od „znikającego handlowca” i natychmiast sprzedaje do „brokera”. Jego rolą jest utrudnianie ewentualnego postępowania i zatarcie powiązań, jakie istnieją pomiędzy „znikającym handlowcem”, a docelową „spółką kanałową”, wnioskującą o zwrot podatku VAT. „Broker” to ogniwo końcowe, które, jako nabywca, dokonuje zakupu towaru od „bufora”. Zazwyczaj jest to poważana firma o ustabilizowanej pozycji na rynku i w sposób „rzetelny” prowadząca swoją dokumentacje księgową. „Broker”, jako ostatnie ogniwo łańcucha, stosuje stawkę VAT 0% i dlatego często narażony jest na kontrolę skarbową. Zazwyczaj jednak prowadzona przez niego dokumentacja nie budzi żadnych zastrzeżeń w zakresie prawidłowości rozliczeń VAT. W następnej kolejności „broker” dokonuje dostawy towaru do państwa, z którego towar został sprowadzony przez „znikającego handlowca”, występując jednocześnie o zwrot zapłaconego na poprzednim etapie obrotu naliczonego podatku.

W łańcuchu przestępczości karuzelowej najistotniejszym ogniwem jest „spółka kanałowa” (ang. in & outer, conduit company). Steruje ona i kieruje karuzelą transakcji z państwa członkowskiego innego niż to, w którym funkcjonuje „znikający handlowiec”, „broker” czy „bufor”. Prawidłowo rozlicza się z tytułu podatków, a jej siedziba znajduje się poza jurysdykcją podatkową i karną państwa, w którym dochodzi do wyłudzenia VAT. „Spółka kanałowa” jest właściwym beneficjentem kwot zwrotu podatku od wartości dodanej. Proste, prawda?

Podatkowe eldorado

Światowy schemat dotyczący wyłudzeń podatku jest jednak znacznie bardziej skomplikowany. Po pierwsze światowe służby zajmujące się przestępczością finansową i praniem pieniędzy, to wykwalifikowane instytucje, posiadające ogromne uprawnienia i zatrudniające najlepszych fachowców. Amerykański Internal Revenue Service (IRS), czy brytyjski Her Majesty’s Revenue and Customs (HMRC) to naprawdę nie to samo, co polski Urząd Skarbowy, czy nawet Urząd Kontroli Skarbowej. A co najistotniejsze, poza Unią Europejską podatek VAT jest praktycznie nieznany, a to najskuteczniej zapobiega przestępstwom metodą karuzelową. Dlatego właśnie światowe służby podatkowe skupiają się głównie na przeciwdziałaniu unikania opodatkowania w tzw. „rajach podatkowych”, gdzie obowiązują przychylne podatkowo jurysdykcje.

Tego typu przestępczość podatkowa rygorystycznie ścigana jest chociażby w Wielkiej Brytanii, gdzie aktualnie konsultowane są przepisy prawne pozwalające w przyszłości nakładać kary finansowe na księgowych, prawników lub doradców podatkowych, którzy doradzą swoim klientom, jak unikać płacenia podatków transferując środki do „rajów podatkowych”. Wysokość kary ma być równa 100% wysokości unikniętego w ten sposób podatku. Brytyjski rząd, gdzie straty wynikające z unikania opodatkowania szacowane są na około 10 miliardów funtów rocznie, ma nadzieję, iż tak wysokie kary odstraszą „sprytnych” doradców od podsuwania tego typu pomysłów.

Wygnani z raju

Dane z kancelarii Mossack Fonseca, ujawnione przez Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych w aferze „Panama Papers”, ujawniły tysiące dokumentów z „rajów podatkowych”, służących ukryciu aktywów. Materiały należały do elit politycznych, prominentnych urzędników i ich współpracowników. Nagle problematyka prania pieniędzy związana z ukrywaniem podatków, stała się światowym numerem jeden. Parlament Europejski powołał specjalną komisję śledczą, pod przewodnictwem europarlamentarzysty Wernera Langena, mającą na celu zbadanie, czy poprzez nadmierny wyciek podatków zostały naruszone prawa Unii Europejskiej oraz czy potrzebne są prace legislacyjne w tej sprawie. Komisja śledcza, w której skład wchodzi m.in. Dariusz Rosati, rozpoczęła swoją pracę w czerwcu 2016 roku i ma potrwać w sumie 12 miesięcy.

Również za oceanem problematyka unikania opodatkowania przy pomocy „rajów podatkowych” spędza sen z oczu urzędnikom skarbowym. John Zdanowicz – profesor Florida International University College of Business, przez 12 lat analizował dane amerykańskiego urzędu ceł i ochrony granic – US Customs. Na tej podstawie obliczył, iż nieuczciwe amerykańskie firmy, stosując skomplikowane strategie unikania opodatkowania, w tym korzystając z „rajów podatkowych”, naraziły rząd USA w okresie od 2003 do 2014 roku na straty w wysokości ponad 2,3 biliona dolarów! Naszym karuzelowym przestępcom jeszcze bardzo daleko do takich wyników.

Wszelkiego rodzaju służby, zarówno podatkowe, jaki i te związane z praniem pieniędzy, dwoją się i troją, by utrudnić przepływ pieniędzy i unikanie opodatkowania za pomocą „rajów podatkowych”, ale wciąż stoi przed nimi bardzo trudne zadanie. Przede wszystkim ze względu na coraz bardziej skomplikowaną formę ukrywania struktury właścicielskiej firm zarejestrowanych w „rajach podatkowych”, czyli właściwych beneficjentów zgromadzonych tam aktywów. Thom Hook, opisując na łamach „Fiextra” nierówną walkę służb podatkowych z coraz bardziej wyrafinowanymi sposobami unikania opodatkowania i ukrywania dochodów, porównuje szukanie rzeczywistych właścicieli firm zarejestrowanych w rajach podatkowych do modnej gry Pokemon Go.

Brudna legenda

Gdy zaczynałem zajmować się problematyką związaną z praniem pieniędzy, za brudne pieniądze uważałem tylko te aktywa, które pochodzą z najcięższych przestępstw np. z handlu bronią, handlu ludźmi oraz pieniądze będące w posiadaniu zorganizowanych grup przestępczych: karteli narkotykowych, grup terrorystycznych typu Al. Kaida itp. Sądziłem wtedy, że pieniądze pochodzące z drobniejszych przestępstw i występków nie powinny podlegać rygorom takiej samej odpowiedzialności, jak pieniądze pochodzące z najgorszych zbrodni o globalnym charakterze. Szybko jednak zorientowałem się, że środki pochodzące z niepłacenia podatków lub ukrywania źródeł dochodów przed organami podatkowymi mają taką samą szkodliwość i powinny być tak samo ścigane. Pomogła mi w tym, przytoczona na początku, historia słynnego Al Capone.

Zaraz po aresztowaniu tego legendarnego przestępcy pod zarzutem uchylania się od płacenia podatków, inny amerykański gangster – Meyer Lansky (protoplasta jednego z bohaterów „Ojca Chrzestnego II”), mający na sumieniu zdecydowanie cięższe zbrodnie, docenił wartość posiadania legalnie funkcjonującego majątku i rzetelnej dokumentacji. Ten pochodzący z Polski Żyd, tak naprawdę nazywał się Majer Suchowliński i jako pierwszy wykorzystywał politycznie niestabilne i niezależne państwa, czyli „raje podatkowe” oraz anonimowość kont bankowych w krajach takich, jak, np. Szwajcaria do legalizacji dochodów uzyskiwanych z przestępstw, stając się tym samym światowym prekursorem prania pieniędzy. Jego legenda utwierdziła mnie w przekonaniu, że pieniądze z brudnych podatków i te, pochodzące z innych przestępstw, są jednakowo brudne.

A tak przy okazji, myślę, że Meyerowi Lanskymu wieloletnią bezkarność zapewniło nie to, że skutecznie ukrywał swój majątek przed władzami fiskalnymi, lecz to, że był prawdopodobnie w posiadaniu kompromitującego zdjęcia z podobizną wieloletniego szefa FBI Johna Edgara Hoovera w towarzystwie jego zastępcy Clyde’a Tolsona. Ale to już zupełnie inna historia…

Drewniane słupy

W Polsce jednak nadal w tej kwestii „króluje” wyłudzanie podatku VAT. Media regularnie obwieszczają zatrzymanie kolejnej grupy przestępczej, dokonującej wyłudzeń tego podatku na szeroką skalę. 10 sierpnia br. Centralne Biuro Śledcze Policji poinformowało chociażby o rozbiciu gangu, który przy pomocy 80 firm z Polski, Czech, Słowacji i Węgier wyłudzał podatek VAT na fikcyjnym obrocie egzotycznego drewna. Policjanci CBŚP z Wrocławia razem z inspektorami Urzędu Kontroli Skarbowej wspólnie ustalili, że główne podmioty poszukiwały do współpracy firm, jako tzw. “słupów”, które zdolne by były potwierdzać przepływ dokumentów dostawy w obrocie m.in. drewnem egzotycznym. Często firmy nie mające doświadczenia w handlu drewnem uczestniczyły w tym procederze. Dla uwiarygodnienia dostaw, jedna z firm miała nawet kupić specjalne maszyny do jego obróbki. Co więcej, niektóre z tych przedsiębiorstw nie miały możliwości magazynowania “towaru”. W sumie ponad 80 różnych firm było zaangażowanych w przestępczy proceder, a kwota wyłudzonego podatku wyniosła prawie 60 milionów złotych.

Rekordowego wyłudzenia podatku VAT dokonali jednak inni przestępcy. Była to, zatrzymana w lipcu tego roku grupa 34 osób, w skład której wchodził szef gangu handlującego nielegalnym paliwem. Całe towarzystwo w ciągu pięciu lat wyłudziło ponad 500 milionów złotych podatku VAT. Z ustaleń policjantów CBŚP wynika, że gang sprowadzał olej napędowy z Niemiec i w Polsce sprzedawał go nie odprowadzając podatku VAT. W sprawę zaangażowane były firmy „słupy” rozmieszczone na terenie całego kraju. Grupa była w stanie zaopatrywać polski rynek w ponad 400 cystern miesięcznie, przy czym zysk grupy z jednej cysterny wynosił 10-12 tysięcy złotych.

Wyłudzeniom podatku VAT zazwyczaj towarzyszy „pranie pieniędzy”. Podczas obrotu niemieckimi paliwami wyprano przy okazji około 400 milionów złotych. Zawiadomienie o możliwości prania pieniędzy rozpoczęło natomiast śledztwo, które ujawniło wyłudzenia podatku związane z obrotem egzotycznym drewnem.

Z własnego podwórka…

Czas teraz na moje osobiste doświadczenia związane ze zwalczaniem wyłudzania podatku. Gdy w 2002 r. pracowałem jako funkcjonariusz operacyjny specjalizujący się w walce z przestępczością finansową, na moje biurko trafiły dokumenty głośnej już wtedy „afery paliwowej. Co prawda afera ta nie dotyczyła wyłudzeń podatku VAT, ponieważ Polska nie była jeszcze wtedy w Unii Europejskiej, miała ona jednak związek z równie ciekawym procederem dotyczącym wyłudzeniami podatku akcyzowego na masową skalę. W tej historii także wykorzystano „znikających podatników”, czyli „słupy”, które rejestrowały na siebie działalność gospodarczą i wystawiały fikcyjne faktury, mające potwierdzać rzekome transakcje kupna-sprzedaży paliwa. Tak spreparowana dokumentacja księgowa przechodziła przez łańcuch spółek. Na koniec w jednej z tych firm, paliwo, które wprowadzono do Polski bez akcyzy, na papierze nagle stawało się paliwem z opłaconą akcyzą. W rzeczywistości paliwo trafiało od importera bezpośrednio do stacji benzynowych. Straty Skarbu Państwa z tego tytułu zostały wycenione na ponad miliard złotych.

Przeglądając akta tej sprawy ze zdziwieniem odkryłem, że nie została ona ujawniona przez wyspecjalizowaną komórkę ABW, czy prokuratorski wydział do walki z przestępczością zorganizowaną, ale przez szeregowego pracownika jednego z wrocławskich urzędów skarbowych. To on, po wychwyceniu nieprawidłowości w dokumentacji finansowo-księgowej jednej z kontrolowanych spółek, wielokrotnie starał się zainteresować tą sprawą przełożonych, niestety bezskutecznie. Wreszcie, po wielu miesiącach starań, osiągnął swój cel. Wybuchła jedna z największych afer podatkowych we współczesnej historii Polski, w wykryciu której również miałem swój udział, choć nie obyło się bez stresu i kilku siwych włosów na głowie.

Pewnego dnia, gdy pracowałem nad tą sprawą, w moim gabinecie pojawiło się dwóch funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Komendanta Głównego Policji – w policyjnym żargonie mówiło się na nich: panowie „z zakonu”, czyli policja w policji. Powodem ich wizyty było znalezienie, podczas przeszukania mieszkania jednego ze szczecińskich mafiosów, kopii karty z akt, które właśnie miałem przed sobą. Oczywiście nie miałem z tym przeciekiem nic wspólnego. O ujawnienie materiałów oskarżono ówczesnego Śląskiego Komendanta Wojewódzkiego Policji, nadinspektora Mieczysław Kluka. Było to pierwsze w historii aresztowanie generała Policji, dodam z resztą, że niesłuszne. Dopiero po latach wykryto, iż do wycieku dokumentów przyczynili się funkcjonariusze Wojskowych Służb Informacyjnych. Późniejsze śledztwo ustaliło również, że członkowie mafii paliwowej byli powiązani między innymi z urzędnikami Ministerstwa Finansów. To były czasy bliskich kontaktów polityki ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. W nadużycia paliwowe zamieszane były łącznie 1263 przedsiębiorstwa, 330 osobom postawiono zarzuty, 50 aresztowano, a do sądów trafiło 19 aktów oskarżenia. Takie to były ciekawe czasy.

Popularne przysłowie mówi, że tylko dwie rzeczy w życiu są pewne – śmierć i podatki. Jeśli boisz się śmierci, poszukaj dobrego lekarza, jeśli zaś boisz się wizyty pracowników Urzędu Skarbowego… możemy o tym porozmawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *